Dlaczego improwizacja to czasem najlepsze rozwiązanie?

 Chyba każdy, kto próbował być DMem, zna to uczucie: masz całą fabułę obmyśloną nawet w najmniejszych szczegółach, wciągające walki, fantastyczne nagrody i finał godny Oscara...

...po czym twoi gracze ignorują to wszystko i idą okradać dom losowego NPCa, który nawet nie ma imienia. 

Przyznam, że ja osobiście uwielbiam takie momenty, ale rozumiem, czemu wiele ludzi odczuwa wtedy frustrację. Niestety albo stety, tak to będzie praktycznie zawsze wyglądać. Ba, wręcz powinno.

Ludzie nie są robotami, to raz, a dwa, nie siedzą w twojej głowie. Zazwyczaj nie wiedzą co konkretnie wymyślił_ś, no chyba że będziesz siłowo prowadził ich za rękę i zmuszał do pewnych decyzji, ale zaręczam ci, wtedy nikt nie będzie się dobrze bawił. Tak jak w grach komputerowych często ignoruje się samouczki, zaczyna eksplorację na własną rękę i sieje chaos, tak samo dzieje się w RPGach. Najciekawsza jest wolność wyboru. Poza tym, w przeciwieństwie do komputerów, tu ogranicza cię tylko wyobraźnia.

Druga sprawa polega na tym, że DnD to wspólne pisanie historii. Najlepsze momenty kampanii przeżyłam wtedy, kiedy każdy wciągnął się w swoją rolę i dodawał coś od siebie do fabuły. Ludzie zainteresowani tym hobby chcą być kreatywni, chcą wymyślać i popuszczać wodze fantazji. Trzeba im na to pozwolić (oczywiście w granicy zdrowego rozsądku).

Co zatem radzę? Przestań zadręczać się szczegółami. Czasami najlepsze, co możesz zrobić w trakcie sesji, to zaimprowizować, tak samo jak gracze. Oczywiście ważne jest mieć jakikolwiek zakres fabuły i plan na dane sesje, ale nic się nie stanie, jeśli dany NPC nie będzie miał imienia albo nie wszystkie korytarze lochu będą wykorzystane. 

To w końcu wasz wspólny świat. Bawcie się w nim razem. ;) 

Komentarze

Popularne posty